tańce ludowe
marzec 25, 2007
Główni bohaterowie o dualnej naturze- na co dzień boskiej, gwiezdnej, dziś wciąż gwiezdnej z racji codziennej boskości, stają się jednak jednocześnie ludźmi (bogowie- ludzie? H e r e z j a ?)- poddają się nie tylko osądowi Onych. Gdyby tylko Oni wyrażali swoje zdanie i odgrywali spektakl zwalczających się nadludzi osądzających bosko-ludzkich tancerzy, byłoby dość sprawiedliwie i sensownie. Rola Onych w pewnym momencie się jednak kończy i do głosu dochodzi… motłoch. Cała władza, a właściwie jej część, bo zdobyte liczby magiczne pozostają, przechodzi dosłownie w ręce motłochu, który chwyta za telefony i dokonawszy w swoich prostych rozumach oceny, przesyła swój głos “za” dowolnej parze. Siła motłochu nie tylko w ocenie, ale także w możliwości dokonania neograniczonej liczby ocen, przez co najsłabsza gwiazda może zabłysnąć na koniec programu niczym nova, a najwspanialej oceniona przez Onych zapaść się pod ciężarem własnego żalu w dziurawą czerń.
Być może częściowa bezpośrednia demokracja “Tańca z gwiazdami” jest rozwiązaniem dla rządzącej partii, która delikatnie modyfikując styl rządzenia, mogłaby zyskać uwielbienie tłumu. Jarosław “Mądry” (kiedyś już go tak nazwałem, dodając jednak, że ukraiński protoplasta pewnie przewraca się w grobie) próbował już tak robić- a to referendum w sprawie Rospudy a to inne rzeczy “których tak wiele, że aż trudno wymienić”- pozwólcie że skorzystam ze słów samego “pana prezesa”. Dać tłumowi ograniczony wybór, każdy dobry, dokonać wstępnej selekcji i resztę zostawić ludowi, który wybierze z określonego zakresu i niczym nas nie zaskoczy, będzie jednak pewny, że partycypował w procesie władzy.
Być może kultura wysoka ostatecznie umarła i zmiksowała się z niską. Tylko czemu mam wrażenie, że ze zmieszania tego co ludowe z tym co salonowe wychodzi szara breja? Zabawne- każde z osobna piękne, a razem…
Być może nadchodzi epoka skrajnej demokracji, w której większość przegłosowuje bezpardonowo mniejszość. Grupy uciskane? Jak to, przecież mogły się wyrazić w audiotele (wysłać dziesięć, a nie jeden sms) lub internetowej sondzie. Tylko czemu mam wrażenie, że polityka staje się kwestią pseudogustu, wyborem z uprzednio przygotowanej półki w hipermarkecie?
Być może “głupców nie sieją, oni sami wschodzą” jak powtarzał znane przysłowie Stanisław Lem, innym razem pisząc, że demokracja bezpośrednia oparta na nowych technologiach jest jednym z największych zagrożeń dla ludzkości…
Tag: taniec
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 2.5 Polska.
marzec 26, 2007 @ 11:02 przed południem
Nigdy nie mogłem się nadziwić, skąd ta powszechna fascynacji tego typu programami. Jakiś voyeryzm, kompensacja, fascynacja, głód lepszego życia, celebry?

Zagubieni w świecie ludzie jednoczą się dzięki telewyjnemu widowisku, które odsyła do nieistniejącego lepszgo świata. Wiara czyni cuda, wiara scala.
Sam sobie wydaje się za bardzo osobniczy
Z drugiej strony “taniec z gwiazdami” to taka unowocześniona wersja jarmarku, tudzież, odpustu. Ludzie mogą pouczestniczyć w święcie, potem go przeżywać, wspominać.
A tancerze cieszą się upragnioną sławą i tak machina, ku wspólnemu zadowoleniu, się kręci. Może jest też w tym medialnym zjawisku jakaś tęsknota za innym atrakcyjniejszym życiem? Folderowe marzenia? Że całość wypada żenująco… takie życie
marzec 26, 2007 @ 11:02 przed południem
Nigdy nie mogłem się nadziwić, skąd ta powszechna fascynacji tego typu programami. Jakiś voyeryzm, kompensacja, fascynacja, głód lepszego życia, celebry?

Zagubieni w świecie ludzie jednoczą się dzięki telewyjnemu widowisku, które odsyła do nieistniejącego lepszgo świata. Wiara czyni cuda, wiara scala.
Sam sobie wydaje się za bardzo osobniczy
Z drugiej strony “taniec z gwiazdami” to taka unowocześniona wersja jarmarku, tudzież, odpustu. Ludzie mogą pouczestniczyć w święcie, potem go przeżywać, wspominać.
A tancerze cieszą się upragnioną sławą i tak machina, ku wspólnemu zadowoleniu, się kręci. Może jest też w tym medialnym zjawisku jakaś tęsknota za innym atrakcyjniejszym życiem? Folderowe marzenia? Że całość wypada żenująco… takie życie
marzec 26, 2007 @ 12:20 pm
Dla mnie fascynacja zbiorowymi wydarzeniami też jest niezrozumiała. Najbardziej nie mogę zrozumieć szaleństwa związanego z kolektywnymi sportami, np. piłką nożną. Z drugiej strony tęsknię za czasami, kiedy sam oglądałem mistrzostwa świata (dawno, dawno temu, za górami, za lasami…
). Z drugiej strony często poddaję się zbiorowemu omamianiu, bo kto wie, czy dzisiaj właśnie wspólne oglądanie “mody na sukces”, “na wspólnej”, “gotowych na wszystko” (to taki wyciąg z seriali, do których zaglądam- wiem, że trudno w to uwierzyć
) itd. nie jest jedną z niewielu możliwości znalezienia się w ogromnej wspólnocie. Podobno wielkie narracje umarły i czasami kreując swoje małe narracje może warto poczuć się na chwilę częścią większej machiny, większego systemu.
To zabrzmi bluźnierczo, ale pewnego rodzaju samodzielność, “osobniczość”, o której piszesz, staje się samotnością i momentami wydaje mi się, że rozumiem, dlaczego ludzie lgnęli do wielkich, jednorodnych grup jak naziści czy komuniści. Masa potrafi wyzwolić niesamowitą energię. Zastanawiam się, czy współpraca poprzez sieć, komentowanie siebie nawzajem, dyskusja, szukanie pokrewnych dusz nie jest wołaniem o pomoc, o wsparcie, o przynależność.
Jak widać pesymizm nadal u mnie na topie.
marzec 26, 2007 @ 12:20 pm
Dla mnie fascynacja zbiorowymi wydarzeniami też jest niezrozumiała. Najbardziej nie mogę zrozumieć szaleństwa związanego z kolektywnymi sportami, np. piłką nożną. Z drugiej strony tęsknię za czasami, kiedy sam oglądałem mistrzostwa świata (dawno, dawno temu, za górami, za lasami…
). Z drugiej strony często poddaję się zbiorowemu omamianiu, bo kto wie, czy dzisiaj właśnie wspólne oglądanie “mody na sukces”, “na wspólnej”, “gotowych na wszystko” (to taki wyciąg z seriali, do których zaglądam- wiem, że trudno w to uwierzyć
) itd. nie jest jedną z niewielu możliwości znalezienia się w ogromnej wspólnocie. Podobno wielkie narracje umarły i czasami kreując swoje małe narracje może warto poczuć się na chwilę częścią większej machiny, większego systemu.
To zabrzmi bluźnierczo, ale pewnego rodzaju samodzielność, “osobniczość”, o której piszesz, staje się samotnością i momentami wydaje mi się, że rozumiem, dlaczego ludzie lgnęli do wielkich, jednorodnych grup jak naziści czy komuniści. Masa potrafi wyzwolić niesamowitą energię. Zastanawiam się, czy współpraca poprzez sieć, komentowanie siebie nawzajem, dyskusja, szukanie pokrewnych dusz nie jest wołaniem o pomoc, o wsparcie, o przynależność.
Jak widać pesymizm nadal u mnie na topie.
marzec 28, 2007 @ 12:25 przed południem
nie mam TV,
teleturnieju nigdy nie widziałem
i nie wiem czy powinienem widzieć związek między wysyłanymi SMSami a WYNIKIEM na ekranie :/
Co do demo-kreacji, pewnie i tak wszyscy czytamy to samo ;), ale mimo:
http://jaroslawlipszyc.salon24.pl/1234,index.html
marzec 28, 2007 @ 12:25 przed południem
nie mam TV,
teleturnieju nigdy nie widziałem
i nie wiem czy powinienem widzieć związek między wysyłanymi SMSami a WYNIKIEM na ekranie :/
Co do demo-kreacji, pewnie i tak wszyscy czytamy to samo ;), ale mimo:
http://jaroslawlipszyc.salon24.pl/1234,index.html
marzec 28, 2007 @ 6:21 przed południem
Fakt, że (przynajmniej częściowo) czytamy to samo, powinien nas cieszyć. Rozdrobnienie informacyjne jest coraz większe i ludzie w swojej “wolności wyboru” niebawem będą mogli sami ze sobą porozmawiać, bo z innymi nie znajdą tematu (chyba że tak jak niedawno mówiłeś, znajdzie się taki temat jak “kredyty”, zapewne hiporteczne, bo przecież nie “mikrokredyty”
).
Argumenty, jakie podnosi Lipszyc przeciwko wyborom przy użyciu nowych technologii, są mi znane od dawna, sam podzielam to zdanie i czytałem kilka artykułów na ten temat. Może i to byłoby wygodne- głosować przez sms, mieć wyniki od razu w TV i internecie. Tylko koniecznie sms głosujący za 1,22 lub 2,44 z VAT z możliwością wygrania 10.000 zł. Przynajmniej frekwencja by wzrosła :p
marzec 28, 2007 @ 6:21 przed południem
Fakt, że (przynajmniej częściowo) czytamy to samo, powinien nas cieszyć. Rozdrobnienie informacyjne jest coraz większe i ludzie w swojej “wolności wyboru” niebawem będą mogli sami ze sobą porozmawiać, bo z innymi nie znajdą tematu (chyba że tak jak niedawno mówiłeś, znajdzie się taki temat jak “kredyty”, zapewne hiporteczne, bo przecież nie “mikrokredyty”
).
Argumenty, jakie podnosi Lipszyc przeciwko wyborom przy użyciu nowych technologii, są mi znane od dawna, sam podzielam to zdanie i czytałem kilka artykułów na ten temat. Może i to byłoby wygodne- głosować przez sms, mieć wyniki od razu w TV i internecie. Tylko koniecznie sms głosujący za 1,22 lub 2,44 z VAT z możliwością wygrania 10.000 zł. Przynajmniej frekwencja by wzrosła :p