Po przeczytaniu ostatniego wpisu w HIPERbLOGu, Piotrowi Czerskiemu opadły ręce (mam nadzieję, że się przy tym w żaden sposób nie uszkodził i że tylko o ręce chodzi). Otóż Piotr nie mógł wytrzymać, że za pisanie “głębokich” refleksji na prywatnym blogu, m.in. na temat solidarności ze strajkującymi pielęgniarkami, jestem opłacany z publicznych pieniędzy. Mówiąc jaśniej- dlaczego pieniądze Piotra przyczyniają się do powstawania bzdur i powiększania internetowego śmietnika?Ano dlatego, że… uwaga… po pierwsze mój blog jest blogiem prywatnym. Sama informacja o miejscu pracy, którą można znaleźć na blogu, nie oznacza, że piszę pod skrzydłami instytucji. A nawet gdyby tak było, to uczelnia zapewnia mi wolność badań i rozwoju i gdybym chciał zajmować się protestami pielęgniarek i lekarzy i jednocześnie zajmować osobiste stanowisko na ten temat, nawet radykalne politycznie, to mi to wolno. Oczywiście ostatni wpis nie był naukowym tekstem i to chyba jest dla Ciebie Piotrze jasne, ale gdybyś tego jednak nie dostrzegał, to przypomnę Ci jako studentowi (czy już absolwentowi?) filozofii, że badania społeczne nie są tym samym co przyrodnicze.

Po drugie- pieniądze Piotra jednak nie przyczyniają się do pisania bzdur. Nie tylko dlatego, że moja umowa o pracę nie zawiera informacji o prowadzeniu prywatnej strony internetowej, ale również dlatego, że nikt mnie z uczelni o to nie prosił i nie przedstawiam tam wyników badań naukowych przeprowadzonych w Uniwersytecie Gdańskim czy też za uniwersyteckie pieniądze. Co więcej, życie zmusiło mnie do pracowania od czasu do czasu również poza uniwersytetem, zatem trudno byłoby Ci Piotrze wykazać, ile HIPERbLOGa powstaje za Twoje pieniądze. Gdybyśmy jednak chcieli w przybliżeniu to zrobić i dla uproszczenia uznalibyśmy jednak, że blog powstaje za publiczne pieniądze, to za Twoje podatki, co prawda wysokie, powstawałby chyba tylko drobniutki ułamek moich tekstów? A może się mylę? Z tego jednak, że Piotr chciałby mieć zupełną kontrolę nad moimi wypowiedziami, czy to na blogu czy w czasopiśmie naukowym, powstającymi za publiczne pieniądze, wynika pewne niebezpieczeństwo. Gdyby wszyscy myśleli podobnie jak Piotr, musielibyśmy często robić referendum i decydować, czy tekst pana X na temat czegoś tam jest wart Waszych pieniędzy z podatków. Oczywiście to absurd i jest to niewykonalne, ale Piotr świadomie lub nie proponuje trzymanie wolnej naukowej ekspresji (ale i jakiejkolwiek innej twórczości osób opłacanych z publicznych pieniędzy) za mordę. Rozumiem, że Piotrowi chodzi o to, by publicznie opłacana nauka nie istniała- bo tylko tak można rozwiązać problem opłacania badań naukowych z podatków. A jeśli zabraknie publicznie opłacanej nauki, zajmiemy się tylko tym, co potrzebne i moich bzdetów z HIPERbLOGa nikt nie chciałby sponsorować. Tylko że nauka w zupełności podporządkowana potrzebom rynku, to nauka niewolna, która realizuje tylko zamówienia prywatnych sponsorów lub zmuszona jest sprzedawać wyniki badań i patenty temu, kto da więcej. Wówczas społeczeństwo ma korzyść z nauki tylko wtedy, kiedy zapłaci określonym firmom, żadąjącym zwrotu nakładów poniesionych na badania. I osoby, które nie zarabiają tak jak Piotr, mogą zapomnieć o przejeździe autostradą, opiece medycznej na wysokim poziomie i wyższych studiach, bo nie będą mieli na to pieniędzy.

Co do opłacania składki na świadczenia zdrowotne- byłoby wspaniale, gdybym mógł wydawać to, co teraz płacę państwu, na prywatne ubezpieczenie. Jest jednak jedno “ale”. Nie mamy pewności, czy przy przejściu opieki zdrowotnej w tryb zupełnie komercyjny, zakłady opieki zdrowotnej i firmy ubezpieczeniowe nie podniosą cen. Jeśli opieka zdrowotna będzie towarem, to musi być traktowana jak towar. Dobra luksusowe kosztują i jeśli jest na nie popyt, cenę można podbijać. Przykładem są dzisiaj mieszkania, kupowane za kredyt na czterdzieści lat lub przez spekulantów. Ale niekoniecznie przez tych, którzy potrzebują własnego lokum. Jest jeszcze inny problem, którego Piotr nie zauważa. Ja jestem zdania, że jeśli żyjemy razem w społeczeństwie i społeczeństwo ma mieć swoje pierwotne znaczenie, to musimy pomyśleć nie tylko o sobie. W przeciwnym razie, gdy wszystko podporządkujemy wolnemu rynkowi, ludzie bezrobotni, schorowani, bezdomni, stają się niepotrzebni. Proponuję zerknąć do choćby “życia na przemiał” Baumana, to nie są tylko moje bzdurne gadki. Przechodząc od publicznej służby zdrowia na prywatną opiekę medyczną i wpłacając składki już nie do kasy państwa tylko konkretnej firmy, pozbawiamy tych, których na opłacanie składek nie stać, dostępu do leczenia. Nawet gdyby państwo zapewniało jakieś inne rozwiązanie dla tych ludzi, nie będzie to poziom opieki, na jaki stać będzie opłacających składki.

Co do nierozumienia przeze mnie ekonomii, powiem tylko tyle, że to, co Ty rozumiesz jako ekonomię, to ekonomia neoliberalna (to słowo drażni, prawda?). A ekonomia jest nauką społeczną i tak jak nie ma jednej opcji politycznej, tak jak nie ma jednej wizji wychowania, tak nie ma jednej ekonomii. O tym się oczywiście nie mówi zbyt często, bo media głównego nurtu nie służą rozważaniom o alternatywnej globalizacji, alternatywnych ekonomiach itp., bo nie to jest w interesie biznesu, bez którego podobno nie mógłbym żyć. I tu Cię zaskoczę- mnie zupełnie nie przeszkadza biznes, na pewnym polu nawet mocno go wspieram, ale nie jestem zwolennikiem zupełnie wolnego rynku, który w dzisiejszym wydaniu jest tak naprawdę niewolny, bo np. USA nie stosuje się do wolnorynkowych zasad, które wymusza na biednych krajach w zamian za kredyty.

I na koniec Piotrze- wybacz, czasami pisałem do Ciebie wprost, czasem w trzeciej osobie, ale ze mnie, w przeciwieństwie do Ciebie dupa nie literat- nie mam nic przeciwko Twoim poglądom. Możesz mówić co chcesz, kiedy chcesz, nie zgadzać się ze mną. Nie ma dla mnie znaczenia, kto za to płaci. Czy ja z moich minimalnych podatków (tak, płacę dosłownie grosze, korzystając z przywilejów pracownika naukowego) czy Twój pracodawca czy nieokreślony sponsor. W przeciwieństwie do Ciebie nic mi nie opadło, kiedy czytałem Twoje wpisy, nikogo nie nazwę chujem z wąsem, nawet gdyby był cynicznym kłamcą i nikomu nie mam zamiaru dać po mordzie. Polityka to wojna, ale nawet prowadzona z radykalnie różnych frontów powinna mieć jednak na celu współistnienie jednostki ze społeczeństwem. Ty proponujesz libertariańską, przyciągającą, rewolucyjną wizję anarchistycznego odrzucenia państwa, z jednoczesnym odrzuceniem lewackich pokrzykiwań. I brzmi to rzeczywiście kusząco. Tylko co nam zostaje, kiedy państwo sprowadzamy do roli stróża nocnego? Zostaje pilnująca porządku skorupa, demokracja i zdanie ludzi, o które tak walczysz w przypadku podatków, staje się niczym, bo rządzi tylko pieniądz, a regulacje państwowe, często bezmyślne i błędne, zostają zastąpione bezduszną regulacją komercyjnych transakcji. Ja takiego świata nie chcę.

Tag:
Creative Commons License
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.<!–

–>