Obywatele IV świata
wrzesień 25, 2007
Teofaszyzm i neokomuna… Jeśli minister Macierewicz widział klip, gdzie jest określony “neokomuną” to się musiał nieźle wściec… Bracia Kaczyńscy zapewne również nie będą zadowoleni, bo zestawiono ich działania z chińskimi czołgami. Ale to w końcu Jarosław Kaczyński szykuje nam, jak sam powiedział, nowy 13 grudnia, jeśli przegra wybory więc trzeba byc gotowym na wszystko…

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.<!–
–>
"Kultura i Historia"- nr12 + starter k2.0
wrzesień 20, 2007
Jeszcze raz zachęcam do lektury.
Korzystając z okazji, informuję przedwstępnie, że w drugiej połowie października wspólnie z Marcinem Wilkowskim w ramach kontynuowania refleksji nad kulturą 2.0 organizujemy w Gdańsku warsztaty, podczas których zamierzamy przygotować “Starter k2.0″. Planujemy wspólnie z uczestnikami przygotować nie tylko stronę WWW, gdzie będziemy wraz z zainteresowanymi osobami aktualizować starter, ale również wydamy wersję 1.0 startera w pliku .pdf Powstaną jednocześnie dwie wersje “Startera k2.0″- jedna przeznaczona dla uczniów i studentów, a druga dla nauczycieli. Prawdopodobnie starter w większości będzie poświęcony edukacji w dobie kultury 2.0 (czyli edukacji 2.0). Warsztaty, niestety, będą miały charakter zamknięty, przewidujemy wspólną pracę kilkunastu osób. Jest to związane ze specyfiką pracy nad starterem i możliwościami pracowni komputerowej, gdzie odbędą się warsztaty. W przypadku dużej liczby zgłoszeń będziemy zmuszeni dokonać selekcji. Zależy nam na tym, by w pracach wzięły udział osoby świadome k2.0 (chociaż zdaję sobie sprawę, że to obszerny termin i jak sam wiele razy pisałem, nie do końca mi odpowiada).
Więcej informacji niebawem.

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.<!–
–>
Informacja chce być wolna. Hakerskie inspiracje dla edukacji w dobie nowych mediów
sierpień 21, 2007
Kolejny, ostatni już tekst z serii zapomnianych. Referat wygłoszony podczas konferencji “Człowiek i Nowe Media III”, która odbyła się w dniach 27-28 marca 2006 roku w Uniwersytecie Gdańskim.
Informacja chce być wolna. Hakerskie inspiracje dla edukacji w dobie nowych mediów
Słowa kluczowe: hakerzy, wolne oprogramowanie, wolna kultura, open source, otwarte źródła, prawo autorskie, infoanarchizm, wymiana danych, kultura edukacyjnego daru.
1. Informacja chce być wolna
“Informacja chce być wolna”- to hasło ukute przez Stewarta Branda w 1984 roku podczas pierwszej Konferencji Hakerskiej. “Z jednej strony informacja chce być droga, ponieważ jest tak wartościowa, odpowiednia informacja w odpowiedniej chwili po prostu zmienia czyjeś życie. Z drugiej strony informacja chce być wolna, bo koszt jej uzyskania nieustannie się zmniejsza. Te dwie tendencje są z sobą w konflikcie”.1
W latach siedemdziesiątych i na początku lat osiemdziesiątych hakerzy byli głównie skupieni wokół systemu operacyjnego Unix. W 1984 roku firma AT&T wygrała trwającą kilka lat walkę o prawa autorskie do kodu Unixa, co spowodowało, że efekty prac hakerów polegające na przekształceniu Unixa uznano za pochodne tegoż systemu i autorzy lub instytucje rozpowszechniające „przetworzonego” Unixa powinny wnosić firmie AT&T opłaty związane z prawem autorskim lub zaprzestać korzystania i rozpowszechniania przekształconych programów.
Richard Stallman, haker z MIT nie zamierzał się poddać. Po incydencie z drukarką, kiedy autor oprogramowania sterującego nie pozwolił mu na dokonanie zmian w wadliwie działającym sprzęcie, a także w związku z coraz częstszym podpisywaniem przez hakerów umów o nieudostępnianiu kodów oprogramowania, nad którymi pracują, Stallman wpadł na szalony pomysł. Zdecydował się na stworzenie od podstaw systemu operacyjnego, który byłby kompatybilny z Unixem, ale nie naruszałby prawa autorskiego. Pomijam w tej chwili techniczne szczegóły tworzenia systemu. Istotna jest natomiast kwestia, w jaki sposób Stallman poradził sobie z obowiązującym prawem autorskim, chcąc aby jego system operacyjny pozostał wolny. Powołał również do życia Fundację Wolnego Oprogramowania, która odegrała rewolucyjną rolę nie tylko w świecie oprogramowania, ale jej oddziaływanie rozlało się mocno na inne obszary kultury, inspirując różnorodnych twórców.
1.1 GNU General Public License- Powszechna Licencja Publiczna GNU
Stallman, pracując nad swoim projektem, zaczął od tworzenia programów, które byłyby przydatne w nowym systemie operacyjnym. Jednak samo tworzenie oprogramowania nie stanowiło jeszcze o wolności konstruowanego systemu. Rewolucyjnym okazał się pomysł, który Stallman udoskonalił współpracując z prawnikami. Stworzył Powszechną Licencję Publiczną GNU, która pozwalała użytkownikom na uruchamianie programu w dowolnym celu, możliwość swobodnego studiowania oraz modyfikowania programu, rozpowszechniania kopii wszystkim, którzy będą oprogramowania potrzebować, a także swobodnie rozpowszechniać usprawnienia2.
Najistotniejszy był jednak fakt, że każdy zmodyfikowany program oparty na licencji GPL musiał być opublikowany na identycznej licencji. Dlatego wydanie oprogramowania na licencji GPL nie oznacza uwolnienia go do domeny publicznej, ponieważ wówczas można by dokonać modyfikacji kodu, a następnie chronić modyfikacje prawem autorskim. GPL chroni przed podobnymi praktykami.
Chociaż Stallman jest uważany za świetnego programistę, to jednak za jego największe osiągnięcie uważa się stworzenie licencji GNU GPL. Na licencji tej został oparte jądro systemu operacyjnego GNU/ Linux, stworzone przez Linusa Torvaldsa. Przyjęcie przez Torvaldsa licencji GNU GPL przyczyniło się do rozpowszechnienia prac nad Linuksem i ustrzegło przed ewentualnym wykorzystaniem kodu programu przez firmy, które mogłyby późniejsze modyfikacje objąć prawem autorskim, gdyby uwolnił kod do domeny publicznej.
1.2 Od uwolnienia kodu oprogramowania do uwolnienia innych wytworów kultury
Nowe media, a zwłaszcza internet, który umożliwił rozwój wolnego oprogramowania, pozwala na wiele czynności modyfikująco- przekształcających nie tylko w odniesieniu do oprogramowania, ale wszelkiej możliwej treści. Żyjemy w kulturze remiksu i możemy korzystać z wszelkich publicznie dostępnych informacji umieszczonych w internecie i przekształcać je, łączyć ze sobą, kopiować, ulepszać, poprawiać, tworzyć łączone wytwory z różnych elementów składowych. Licencja GNU GPL była jednym z impulsów, który pobudził twórców z innych obszarów kultury i przyczynił się do powstania podobnych licencji obejmujących inne sfery ludzkich wytworów. Nie twierdzę, że wszyscy twórcy zdawali sobie sprawę z wolności wyznawanych przez kulturę hakerską i z możliwości licencjonowania prawa autorskiego odmiennego od tradycyjnego, raczej to mało prawdopodobne. Ale zdali sobie sprawę z możliwości, jakie daje im komputer osobisty podłączony do internetu. Stąd, dla użytkowników bardziej świadomych historii internetu i komputerów, którzy wiedzieli o wolnym oprogramowaniu, była już bliska droga do przeniesienia licencji dotyczących oprogramowania, na inne wytwory ludzkie.
2. Społeczeństwo wiedzy
Społeczeństwo wiedzy jest określane jako takie, w którym inwestuje się w ludzki i społeczny kapitał i w którym najważniejszymi czynnikami są wiedza i kreatywność. Jednym ze zwolenników społeczeństwa wiedzy był Peter Drucker. Powstanie i rozwój społeczeństwa wiedzy wiązał ściśle z rozwojem nowych technologii, których wykorzystanie w uczeniu się i nauczaniu uważał za wstęp do sukcesu. Ale technologię uważał za ważną, ponieważ ma raczej zmusić nas do robienia nowych rzeczy, niż umożliwić lepsze wykonywanie starych zadań. Uważam, że miał rację. Wraz z rozwojem technologii pojawiają się nowe opcje, które jesteśmy według Druckera zmuszeni wykorzystać. Pojawiają się nowe możliwości wytwarzania wiedzy. Drucker mówi również o końcu monopolu szkół na kształcenie i konieczności stworzenia otwartego systemu edukacyjnego, który pozwoli na ciągłe powracanie do uczenia się bez względu na wiek. A szkoły według niego przekształcą się z monopolistów w instytucje partnerskie, a nawet będą w wielu dziedzinach konkurować z innymi dostarczycielami wiedzy3. I to dzieje się już teraz.
O społeczeństwie wiedzy i dostępie do globalnych źródeł informacji słyszymy co jakiś czas. Jest to jeden ze skutków globalizacji, traktowany bardzo pozytywnie. Nie zauważa się jednak, że dominuje globalizacja określona przez Zygmunta Baumana mianem “negatywnej globalizacji” i wiara, że utopia Xięgi, dostęp do nieograniczonego źródła informacji sama się spełni, jest bardzo naiwna. Społeczeństwo wiedzy staje się tym samym w wielu częściach świata niezrealizowanym postulatem.
Dowodem na powyższą tezę jest zjawisko cyfrowego wykluczenia, które zachodzi na kilku płaszczyznach:
-
umiejętności obsługi komputera,
-
dostępu do internetu,
-
dostępu do szerokopasmowego internetu,
-
dostępu do treści w internecie,
-
możliwości twórczego wykorzystywania treści.
Nie jest zatem istotne jedynie podłączenie do internetu, ale również zdolność obsługi komputera. Nie wystarczy jedynie podłączenie do internetu przez modem. W związku z różną przepustowością łączy korzystamy z różnych internetów. Nie każdy może sobie pozwolić na transmisję wideo czy przesyłanie ogromnych filmów w kilka sekund. A żeby mieć dostęp do wartościowych treści, często trzeba za nie dodatkowo zapłacić, podobnie w przypadku możliwości twórczego wykorzystania treści, trzeba uzyskać zgodę autora.
Ostatnie dwa wymienione wyżej aspekty cyfrowego wykluczenia interesują mnie najbardziej, ponieważ dotyczą komercjalizacji treści, a także komercjalizacji możliwości ich przetwarzania. Komercjalizacja wiąże się z ograniczeniem dostępu, z czym mamy do czynienia w samym uniwersytecie- uczelnia rezygnuje z papierowych czasopism na rzecz elektronicznych baz danych. Mają one jednak wadę- nie są dostępne dla użytkowników spoza uniwersytetu, jak miało to miejsce w przypadku czytelni drukowanych pism, ponieważ ich subskrypcja ogranicza się często do stanowisk na konkretnym wydziale. Poza tym eliminuje to czytelników, którzy nie potrafią obsłużyć komputera.
Istnieje więcej negatywnych cech związanych z wykorzystaniem nowych technologii i ograniczaniem dostępu. Technologie umożliwiają dostęp do wiedzy, ale jest to pewnego rodzaju pozór. Internet przechodzi obecnie ze sfery dóbr wspólnych do sfery komercjalizacji. Być może jeszcze niektórzy to ignorują, ale coraz częściej wiedza jest płatna, a nowe technologie pozwalają na większą kontrolę nad prawami autorskimi:
-
komputerowego pliku nie można wypożyczyć koledze jak książki, bo zawsze jest to kopiowanie. A jeśli treść pliku objęta jest prawem autorskim i autor nie dał wyraźnej zgody na kopiowanie, tworzenie kopii w większości przypadków jest przestępstwem. A właściwie próbuje się nam wmówić, że to przestępstwo, rezygnując z informowania nas o możliwościach dozwolonego użytku osobistego.
-
Większość plików powstaje w oparciu o zamknięte formaty, których pełna specyfikacja nie jest powszechnie dostępna. Rodzi to niebezpieczeństwo, że za kilka lub kilkadziesiąt lat do bezbłędnego odczytania danego pliku będzie niezbędne jedynie oprogramowanie konkretnej firmy, za które trzeba będzie zapłacić.
-
Pliki mogą mieć ograniczoną ilość możliwych odczytań.
-
Pliki mogą mieć blokadę drukowania i kopiowania.
-
Mogą istnieć pozornie wspólne zasoby, ale ograniczone do konkretnej uczelni, a nawet konkretnego wydziału, co utrudni wymianę idei między dyscyplinami- dzisiaj mamy wciąż książki drukowane, ale namiastkę ograniczeń też mamy. Wystarczy spojrzeć na elektroniczne bazy danych- ograniczone do konkretnych wydziałów, instytutów, a ograniczenie jest prawdopodobnie związane z opłatą za dostęp.
2.1 Społeczeństwo wiedzy a pedagodzy
Czy w tej sytuacji pedagodzy mogą coś zrobić? Pomimo faktu, że technologia umożliwia dzielenie się wiedzą, dostęp do niej jest ograniczany na wielu płaszczyznach, na co przed chwilą wskazałem. Zanim wyjaśnię, dlaczego rola pedagogów w rozwoju wolnej kultury powinna być istotna, chciałbym przedstawić skierowane do pedagogów zarzuty:
-
pedagodzy nie wiedzą co się dzieje. Wciąż mówi się o rewolucji informacyjnej i internecie jako źródle wszelkiej informacji. Ale informacje wysokiej jakości są coraz trudniej dostępne, są płatne. Pojawiają się oczywiście kontrpropozycje w rodzaju Creative Commons, Open Acces i innych, ale czy pedagodzy o nich wiedzą? Wydaje mi się, że nie. A powinni, podobnie nauczyciele. Pomimo faktu, że propozycje zmian w prawie autorskim, a także działania promujące wolną kulturę mają na celu udostępnienie wiedzy wszystkim zainteresowanym bez względu na status społeczny i zasobność portfela, pomimo faktu, że działania te mają na celu umożliwienie uczenia się jak największej liczbie ludzi i twórcze wykorzystanie istniejących informacji i zasobów wiedzy, głównymi inicjatorami zmian i propagatorami wolnej kultury są informatycy, prawnicy, socjologowie, dziennikarze i działacze społeczni, ale nie pedagodzy. A przecież to dla nas zagadnienia dostępu do wiedzy i nowe możliwości jej wytwarzania powinny być sprawą istotną. W społeczeństwie wiedzy, trzeba mieć wiedzę o tym, jak się ono rozwija i jakie zagrożenia przed nim się pojawiają.
-
Wspieranie kultury przyzwolenia i zakaz dzielenia się. Szkoły kupują ogromne ilości zamkniętego oprogramowania- wszystko to z naszych, publicznych pieniędzy. Zarzut dotyczy niepotrzebnych wydatków, ponieważ można zainstalować za darmo wolne oprogramowanie. Zarzut dotyczy również nieświadomości, że kupując Windows wspieramy światowego giganta, któremu zależy na ograniczaniu dostępu do wiedzy i przekształcaniu jej w produkt, który ma przynosić zyski. Nie można zatem jednocześnie twierdzić, że dążymy do rozwoju społeczeństwa wiedzy, a komputery mają to umożliwić uczniom, jednocześnie uzbrajając sprzęt w oprogramowanie, którego twórcy działają w odwrotną stronę. Pedagodzy i nauczyciele, kiedy mówią o piractwie komputerowym są niezorientowani jak brytyjska policja, która niedawno wykryła wytwórnię pirackich płyt cd, a po złapaniu “bandytów” okazało się, że kopiowali oni na płyty wolne oprogramowanie, co jest zgodne z prawem. Po akcji rzecznik policji twierdziła, że inicjatywy typu wolnego oprogramowania działają na niekorzyść walki z piractwem. A że działają na korzyść wymiany wiedzy, zapomniała już dodać. Jak widać interesy korporacyjnych gigantów są dla policji ważniejsze niż interesy zwykłych ludzi.
-
Nie uczymy studentów ani uczniów na temat prawa autorskiego i nowych możliwości licencjonowania treści oraz możliwości wykorzystania treści opublikowanych na wolnych licencjach. Mogłoby to zmniejszyć pirackie wykorzystywanie utworów i zwiększyć wykorzystanie wolnych lub częściowo wolnych treści do tworzenia nowych utworów. Być może przynajmniej częściowo skłoniłoby to do rezygnacji np. z muzyki chronionej restrykcyjnym prawem autorskim na rzecz muzyki uwolnionej. Na pewno pozwoliłoby się zastanowić nad obowiązującym prawem, nad tym, czy przystaje do nowych technologii i czy jest sprawiedliwe, czy służy społeczeństwu i czy jest niezbędne, jeśli tak, to w jakich warunkach. Bez dyskusji na ten temat przy jednoczesnym piętnowaniu piractwa i bez wyjaśnienia sytuacji, szkoła i uczelnia wspierają jedynie kulturę zamkniętą, w której trzeba pytać o zgodę i często za nią płacić. Bo czy wiele osób ma świadomość, że ostatnie przedłużenie okresu obowiązywania prawa autorskiego wiązało się z silnym lobbingiem Disneya, ponieważ kończył się okres ochrony prawa autorskiego w stosunku do Myszki Miki?
-
Naukowcy opłacani z publicznych pieniędzy publikują książki tylko w formie drukowanej, chociaż mogliby to robić równolegle w internecie za darmo. Przykładem takiej publikacji jest “Wolna kultura” Lessiga. Nie tylko udostępniona za darmo, opublikowana na licencji Creative Commons, ale również przetłumaczona darmowo przez grupę wolontariuszy.
3. Zmierzamy w stronę nowego świata (?)
Pomimo niewiedzy pedagogów, inicjatywy zainspirowane hakerską kulturą funkcjonują dobrze. Przykładem jest Open Access, mający za cel bezpłatne udostępnianie aktualnych czasopism naukowych, które swobodnie można kopiować, tak by ludzie z całego świata mieli dostęp do najświeższej wiedzy naukowej. Przykładem jest Open Course Ware, inicjatywa MIT, które zdecydowało się opublikować wszystkie swoje kursy na licencji Creative Commons, godząc się na ich modyfikowanie, tak by ludzie z całego świata mogli dostosować je do własnych potrzeb. Przykładem są licencje Creative Commons, które umożliwiły internautom w łatwy sposób informowanie się nawzajem, w jaki sposób można bez kontaktu z nimi wykorzystywać ich utwory. Innym przykładem są sieci wymiany plików, umożliwiające łatwe dzielenie wiedzą, rozrywką i własnymi utworami. Wreszcie ciekawym przykładem jest projekt AFRICA@HOME, który działając podobnie jak projekt SETI@HOME, pozwala na wykorzystanie mocy obliczeniowej komputerów z całego świata do rozwiązywania problemów w ramach projektów humanitarnych związanych z Afryką, m.in. walki z malarią. Podobnych projektów, działających na różne sposoby, skupionych na wymianie, współpracy, dzieleniu się, pomaganiu i ulepszaniu jest bardzo wiele. Oczywiście niektórym z nich, np., Wikipedii można wiele zarzucić, ale drobne błędy i niedoskonałości są konsekwencją umożliwienia wszystkim chętnym współtworzenia encyklopedii. To konsekwencja płynności internetowej sieci. Poza tym wspomniana Wikipedia bazuje na innym modelu wytwarzania wiedzy niż w przypadku tradycyjnej encyklopedii i nie jestem pewien, czy można je ze sobą porównywać.
W stosunku do wolnych licencji pojawiają się zarzuty, że korzystanie z nich i umożliwianie modyfikowania i zgoda na swobodę kopiowania treści to komunizm. Zarzut taki postawił m.in. najbogatszy człowiek świata- Bill Gates, właściciel największej wytwórni zamkniętego oprogramowania, której reklamować tutaj nie zamierzam. Odpowiedź szefa Creative Commons, Lessiga była prosta- to nie komunizm, ale commonism, który nawiązuje do dóbr wspólnych istniejących dawniej m.in. w Anglii. Wszyscy mieszkańcy wioski mogli z takich dóbr wspólnie korzystać, aż do momentu grodzenia, który spowodował podział commons na prywatne parcele. Podobnie dzieje się w dzisiejszej sieci. Obszar własności wspólnej jest grodzony i należy temu przeciwdziałać. I nie jest to komunizm. Jak mówi jeden z hakerów: “Karol Marks nie wynalazł pomagania sąsiadowi”4.
Idea przyświecająca Wikimedii i Creative Commons nie jest pomysłem nowym. W nauce dzielenie się pomysłami i modyfikacja funkcjonują od zawsze i są niezbędne dla jej rozwoju. Wymiana informacji umożliwia istnienie społeczności uczących się osób i można się zastanowić, czy w nauce nie praktykuje się od dawna tego, co postuluje wolne oprogramowanie. A właściwie to ruch wolnego oprogramowania wywodzi się z nauki, z informatyki. Nie jest to zatem nic nowego i abstrakcyjnego.
Popularność dzielenia się informacjami w internecie i modyfikacje różnorodnych utworów przez użytkowników internetu, często niezgodnie z prawem i próby przeciwdziałania swobodnej wymianie i korzystaniu z informacji, skłaniają do postawienia pytania: czy ludzką ciekawość i twórczość, które zawiodły nas tu, gdzie obecnie się znajdujemy, można i warto ograniczać w imię praw współczesnego rynku? Dzisiejszy problem to nie tylko “jak się uczyć”, ale również “skąd”. I nie jest to problem związany jedynie z wiarygodnością źródeł- krytyczne podejście do informacji jest niezbędne, chociaż weryfikacja źródeł, jak uważa m.in. Zygmunt Bauman, staje się niemożliwa. Pytanie “skąd się uczyć” to pytanie dosłowne- skąd brać informacje, jeśli dostęp do wartościowych treści jest coraz bardziej ograniczony? Możemy coraz częściej zadawać pytania: dlaczego pewnych rzeczy nie mogę się uczyć? Czemu część, coraz większa część światowych zasobów wiedzy, jest dla mnie zamknięta? Według Ebena Moglena, profesora prawa i współtwórcy licencji GNU GPL i innych:
“zakazywanie dzielenia się, zabranianie ludziom uczenia innych tego, co wiedzą i uczenia się tego czego sami chcą, jest złe”.5
Istotne jest również pytanie “czy dzisiejszą wiedzę możemy wykorzystać do tworzenia nowej?”- wbrew pozorom odpowiedź nie jest tak prosta i pewna jak mogła być jeszcze wczoraj.
Walka o dostęp do wiedzy i informacji powinna być jednym z najważniejszych zadań pedagogów w epoce tworzącego się w bólach społeczeństwa wiedzy, choć w kontekście wcześniejszych rozważań przychodzi na myśl pytanie prof. Szkudlarka, przytaczane przeze mnie gdzie indziej, ale warte przypomnienia: “Knowledge society? What the fuck is knowledge society?”. Komputeryzacja postawiła przed nami nowe wyzwania, które wcześniej nie istniały, m.in. skala problemu egzekwowania prawa autorskiego i ograniczeń, jakie to prawo nakłada. Ale jako osoby, dla których edukacja jest bardzo istotna, powinniśmy stanąć po stronie dostępu do wiedzy i wykorzystania twórczych możliwości. Nie mówię, że powinniśmy walczyć o zupełną wolność dostępu i modyfikowania informacji, to sprawa do dłuższej dyskusji. Chociaż podobne propozycje już się pojawiają w postaci radykalnych manifestów, krytykujących wszelkie ograniczenia dostępu. Jest to m.in. “Manifest neolingwistyczny” grupy polskich poetów, ale sprzeciw, choć wyprowadzony z innych źródeł, pochodzi również spod pióra polskich pedagogów prof. Melosika i prof. Szkudlarka, którzy napisali wspólnie książkę “Kultura, tożsamość i edukacja. Migotanie znaczeń”. Manifest neolingwistyczny opublikowano na licencji GNU FDL:
“Informacja chce być wolna. Informacja chce się przytulać z innymi informacjami. Pragnie kontaktu i wymiany. Na słowa nie ma copyrightu. Używamy tych samych słów co wszyscy. Jesteśmy wtórni, jesteśmy po recyklingu, jesteśmy ponad.
Ogłaszamy śmierć kartki papieru, ale nie boimy się grzebać w trupach. Wybieramy ekran, na którym słowa pojawiają się i gasną, jakby ich nigdy nie było. Wybieramy zmianę, modyfikację i kolejne wersje systemu. Nic nie zostało powiedziane raz na zawsze. Należy skracać i dopisywać słowa Kochanowskim, Mickiewiczom, Miłoszom. Nie ma oryginału. Oryginały nie istnieją i nigdy nie istniały. Są tylko kopie. Każda inna.”6
Melosik i Szkudlarek są bardziej radykalni, bo utwory pochodne nie muszą być opublikowane na konkretnych warunkach, jak w przypadku manifestu:
“A teraz wszystko przed Tobą. Załączamy do tej książki dyskietkę z tekstem. Dyskietka jest “otwarta”. Idea interteksualności może znaleźć swoje kolejne dopełnienie. Wpisz się w nasz tekst, dopisz się, zmień go, przekształć, przewróć, wymaż, zrób co chcesz. Nie rościmy sobie prawa do “ostatecznego słowa”. Puszczamy ten tekst w czas i przestrzeń. Może uratujemy słowo przed zamknięciem. Odwołujemy się przy tym do przekonania, iż “to, co piszemy dzisiaj, może zostać zakwestionowane przez to, co pojawi się jutro”. Prawie każdy przykład, który wykorzystaliśmy, mógł już utracić pewien rezonans lub uzyskać nowy do momentu, w którym ta książka jest publikowana, ponieważ efemeryczność jest częścią współczesnej kultury”.7
Przedstawione wcześniej przykłady wspólnego działania celem wytworzenia nowej wiedzy, być może nie są niczym nadzwyczajnym w świecie ludzi połączonych ze sobą globalną siecią informacyjną. Howard Rheingold uważa, że dzięki tej sieci możemy się uczyć działać wspólnie, a nowe technologie pozwoliły ludziom na współpracę w obszarach, gdzie nie było to możliwe wcześniej. Nazywa to zbiorową inteligencją, “inteligencją tłumu”, jaką charakteryzują się mrówki czy pszczoły, a którą Stanisław Lem opisuje w powieści “Niezwyciężony” w postaci sztucznych pseudo owadów, które same nie są zdolne do działania i dopiero łącząc się w całość stanowią potężną siłę. Być może tak będzie w przypadku ludzi? Z kolei haker Eric Raymond określa to jako bazarowy sposób produkcji, który jest bardziej efektywny niż produkcja katedralna, bo opiera się na tzw. prawie Linusa: “Przy dostatecznej liczbie patrzących oczu, żaden bug, czyli błąd, nie jest groźny”. Żeby jednak nowy sposób produkcji był możliwy, trzeba ludziom pozwolić na dostęp do wiedzy i jej wykorzystywanie.
Podsumowując, zacytuję Ryszarda Kapuścińskiego:
“Być może zmierzamy w stronę świata tak zupełnie nowego i odmiennego, że dotychczasowe doświadczenia historii okażą się niewystarczające, aby go pojąć i móc się w nim poruszać. W każdym razie świat, w który wchodzimy jest Planetą Wielkiej Szansy, ale nie szansy bezwarunkowej, lecz otwartej tylko dla tych, którzy potraktują swoje zadania serio, dając tym dowód, że siebie samych traktują serio. Jest to świat, który potencjalnie wiele daje, ale i wiele wymaga, w którym próba łatwego chodzenia na skróty jest często drogą do nikąd”.8
1 E. Bendyk, Wstęp. [w] L. Lessig. Wolna Kultura. W jaki sposób wielkie media wykorzystują technologię i prawo, aby blokować kulturę i kontrolować kreatywność. Warszawa 2005. WSiP.
2 L. Liang, A guide to open content licenses. Rotterdam 2004. Piet Zwart Institute.
3P. Drucker. Społeczeństwo pokapitalistyczne, Warszawa 1999. PWN.
4 J. T. S. Moore. Revolution OS. 2001.
5 Moglen, E. Die Gedanken sind frei: The Free Software Movement and The Struggle for freedom of thought. 2004. www.emoglen.columbia.edu odebrane: 22.02.2006.
6 M. Cecko, M. Cyranowicz, M. Kasprzak, J. Lipszyc, J. Mueller, Manifest neolingwistyczny v. 1.1. Ha!art nr 16-17 (2003). Kraków 2004.
7 Z. Melosik, T. Szkudlarek. Różnica, tożsamość i edukacja. Migotanie znaczeń. Kraków 1998. Impuls.
Bibliografia
-
E. Bendyk, Wstęp. [w] L. Lessig. Wolna Kultura. W jaki sposób wielkie media wykorzystują technologię i prawo, aby blokować kulturę i kontrolować kreatywność. Warszawa 2005. WSiP.
-
P. Drucker. Społeczeństwo pokapitalistyczne, Warszawa 1999. PWN.
-
L. Liang, A guide to open content licenses. Rotterdam 2004. Piet Zwart Institute.
-
Z. Melosik, T. Szkudlarek. Różnica, tożsamość i edukacja. Migotanie znaczeń. Kraków 1998. Impuls.
-
M. Cecko, M. Cyranowicz, M. Kasprzak, J. Lipszyc, J. Mueller, Manifest neolingwistyczny v. 1.1. Ha!art nr 16-17 (2003). Kraków 2004.
Źródła dźwiękowe
-
Moglen, E. Die Gedanken sind frei: The Free Software Movement and The Struggle for freedom of Thought. 2004. www.emoglen.columbia.edu odebrane: 22.02.2006.
Źródła filmowe
-
J. T. S. Moore. Revolution OS. 2001.

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.<!–
–>
Elektroniczny o(d)pór edukacyjny przeciwko ograniczaniu kreatywnych możliwości nowych mediów
sierpień 21, 2007
Elektroniczny o(d)pór edukacyjny przeciwko ograniczaniu kreatywnych możliwości nowych mediów
1. Upadek wielkiej nadziei
Internet jest medium nowym. Rozwija się od kilkudziesięciu lat, ale w świadomości polskiego użytkownika funkcjonuje dopiero od połowy lat ‘90 ubiegłego wieku. Początkowo ograniczony do militarno-akademickiego kręgu specjalistów, stopniowo uwalniał się z ograniczeń korzystania spowodowanych ochroną i testowaniem nowej technologii przez wojsko i uniwersytety oraz przez ograniczenia wynikające z dostępności sprzętu, który pozwalał na połączenie z siecią komputerową.
Sieć stawała się coraz bardziej dostępna. Jednym z ważniejszych momentów jej historii, który przesądził o rozpowszechnieniu internetu, było stworzenie przez T. B. Lee języka komputerowego html i World Wide Web, czyli Światowej Pajęczyny, która zrewolucjonizowała sposób wykorzystywania internetu. Od tej pory internet opiera się na hipertekście, co jest nawiązaniem do pomysłów takich myślicieli jak V. Bush, autor Memexu, T. Nelson, pomysłodawca Xanadu i D. Engelbart pracujący nad hipertekstem i graficznym interfejsem użytkownika. Dzięki WWW, każdy może stworzyć swój własny kanał komunikacyjny, oparty na nowym sposobie łączenia ze sobą treści, czyli na hipertekście. Od tej pory sieć fizyczna, łącząca ze sobą komputery z całego świata, jest wypełniona informacjami i siecią połączeń między nimi. Siecią plastyczną, kształtowaną przez użytkowników, zmieniającą się nieustannie.
Nowe możliwości dały ludziom nową nadzieję. Realizująca się wizja wolnego medium kształtowanego przez użytkowników, charakteryzującego się natychmiastowym dostępem do treści i możliwością odwołania do wszystkiego, co znajduje się w internecie, dawała wszystkim użytkownikom szansę korzystania z wiedzy i informacji, gromadzonych nieustannie w globalnej sieci. Internet zaczął jawić się jako wolne, niezależne medium, które pozwala nie tylko na odbiór, ale również na nadawanie i decydowanie o tym, jakie treści będą przez nas odbierane. Odpowiedzialność za odbiór i nadawanie spoczęła na barkach internetowego użytkownika.
Komputer podłączony do internetu pozwolił również na aktywne przekształcanie treści. Modyfikowanie i tworzenie z istniejących już tekstów, obrazów, dźwięków oraz rozpowszechnianie niezmienionych treści w milionach kopii, stało się impulsem do dyskusji nie tylko o autorstwie, ale również o prawie autorskim.
Początkowe zachłyśnięcie się internetową wolnością i dostępnością treści okazało się przedwczesne. Bardzo szybko okazało się, że komputery połączone internetem zagrażają tradycyjnej produkcji rozrywkowej, przez nielegalne kopiowanie muzyki i filmów, a do internetu wkroczyły tradycyjne koncerny medialne, które kazały sobie płacić za udostępniane treści. Możliwość zarabiania pieniędzy stała się także kusząca dla milionów zwykłych użytkowników. Rozpoczęła się również walka pomiędzy wielkimi właścicielami i producentami mediów, a użytkownikami, którzy w internecie widzieli możliwość uwolnienia kultury przez rezygnację, przynajmniej częściową, z restrykcyjnego prawa autorskiego, aby można było wspólnie i kreatywnie korzystać z zasobów informacyjnych, tak jak można korzystać ze słów naturalnego języka.
Okazało się, że wizja internetu, jako wielkiej biblioteki ludzkości, edukacyjnego medium dostępnego dla wszystkich, nie sprawdziła się. Stało się tak z kilku powodów- dostęp do internetu nie jest nieograniczony i jest płatny, im szybszego przepływu informacji oczekujemy, tym więcej musimy zapłacić, im lepszej jakości wiedzę chcemy znaleźć, tym więcej musimy zapłacić autorom, którzy pilnują swoich praw autorskich. Można zadać pytanie, czy internet w ogóle istnieje, czy może to tylko sieć złożona z różnych sieci, pozwalających użytkownikom na zupełnie różne korzystanie z internetu w zakresie dostępu do treści i możliwości ich wykorzystywania.
Ideą hipertekstu, na którym oparta jest dzisiejsza sieć informacyjna, było ułatwienie odnajdywania informacji i dostępu do nich. Chociaż realizacja tej idei jest możliwa, zderza się ona z silną opozycją ludzi, którzy na udostępnianiu informacji chcą zarobić lub traktują je jak prywatną własność. Czy jest jeszcze szansa na to, by dostęp do informacji nie był ograniczony i postawa komercyjno- autorska nie było dominująca w przestrzeni globalnej sieci informacyjnej?
2. Korzenie elektronicznej kultury edukacyjnego daru
2.1 Hakerska wspólnota współtworzenia wiedzy
Hakerzy narodzili się w ośrodkach naukowych, w których istniał dostęp do najnowszych technologii. Właściwie są dziećmi komputerów i sieci komputerowych, bez których nie mogliby funkcjonować, ponieważ sieć była środowiskiem, w którym mogli udostępniać efekty swojej pracy i korzystać z pracy innych oraz komunikować się między sobą. Najważniejsza dla hakerów była możliwość dostępu do kodu programów, które tworzyli i możliwość ich modyfikacji, a następnie dzielenia się efektami swojej pracy z innymi członkami wspólnoty.
Dla R. Stallmana zamknięcie kodów wielu programów pod koniec lat siedemdziesiątych i na początku osiemdziesiątych było zamachem na jedną z hakerskich wolności- prawo wglądu do kodu i prawo modyfikacji go, a następnie rozpowszechniania efektów swoich prac. Również próby ograniczania dostępu do kodu przez inne firmy oraz rezygnacja sporej części hakerów z dzielenia się wiedzą, ponieważ rozpoczęli pracę w firmach, które nie życzyły sobie udostępniania kodu spowodowało, że Stallman postanowił założyć Fundację Wolnego Oprogramowania. Podjął się pracy nad stworzeniem nowego, wolnego systemu operacyjnego.
Stallman chciał uchronić efekty prac od ewentualnego przejęcia ich przez firmy, które mogłyby zmodyfikować stworzone przez niego oprogramowanie, gdyby zdecydował się na wypuszczenie ich do domeny publicznej, a następnie wypuścić na rynek z zastrzeżeniem kodu, o wolność którego tak mocno Stallman walczył. Dlatego zdecydował się na podjęcie prac wspólnie z prawnikami nad opracowaniem licencji, która zezwalałaby użytkownikom na wgląd do kodu i jego modyfikację, ale chroniłaby przed ewentualnością zamknięcia kodu. W ten sposób powstała licencja GNU GPL- Powszechna Licencja Publiczna, która opierała się na czterech prawach opracowanych przez Stallmana :
użytkownicy powinni mieć możliwość uruchamiania programu w jakimkolwiek celu
użytkownicy powinni mieć możliwość studiowania oprogramowania i swobodnego modyfikowania i ulepszania go, aby spełniło lepiej ich wymagania
użytkownicy powinni mieć możliwość rozpowszechniania kopii oprogramowania wszystkim ludziom, dla których oprogramowanie będzie użyteczne
użytkownicy powinni mieć możliwość wolnego rozpowszechniania swoich usprawnień szerszej publiczności.1
2.2 Od wolnego oprogramowania do wolnej kultury
Gdy tylko przed standardowymi użytkownikami pojawiły się możliwości aktywnego korzystania z nowych mediów i wykorzystywania ich w różnych dziedzinach kultury, idea, jaka przyświecała autorom wolnych programów, została przeniesiona na inne sfery wytworów kultury i licencje wzorowane na GPL zaczęły się rozprzestrzeniać po świecie. Sami hakerzy z otoczenia Stallmana byli tym zainteresowani i stworzyli Licencję GNU Wolnej Dokumentacji. Miała to być licencja, obejmująca podręczniki rozpowszechniane wraz z wolnym oprogramowaniem, tak, by użytkownicy mogli je ulepszać i by podręczniki, niezbędne niejednokrotnie do zapoznania się z obsługą programu były równie wolne co samo oprogramowanie. W samej licencji jest jednak mowa o możliwości wykorzystania jej do innych tekstów niż podręczniki i nie tylko drukowanych, a to zdecydowanie otworzyło tej i podobnym licencjom drogę do innych wytworów kultury niż oprogramowanie i zaowocowało ogromną liczbą różnych otwartych licencji. Jak podaje D. M. Berry, pojawiły się grupy ludzi, które wytwarzają pojęcia, idee, sztukę poza obecnym reżimem własności.2 Berry utożsamia działalność tych grup z globalnym ruchem, który nie godzi się na ograniczanie zarówno prawne, jak i technologiczne wolności używania i reinterpretacji dzieła i wskazuje na aktywność tych grup w różnych obszarach, takich jak muzyka, sztuka czy wzornictwo.3 Działalność poza wspomnianym reżimem jest możliwa właśnie dzięki alternatywnym licencjom, które wbrew pozorom nie zrywają z tradycyjnym prawem autorskim, ale są pewnego rodzaju nakładką, nadbudową, umożliwiającą ochronę praw autorskich przed zakusami jednostek lub firm i organizacji, które chciałyby sobie te dobra kultury przywłaszczyć, aby czerpać z nich zyski.
Pojawia się wyraźna rozbieżność interesów pomiędzy korporacjami, które chcą posiadać prawa autorskie i korzystać z nich jak najdłużej, gromadząc dzięki temu zyski, a inicjatywą oddolną ludzi niegodzących się na ograniczanie dostępu do dóbr kultury, tak jak nieograniczony jest dostęp do słów języka naturalnego.4 Ruch Wolnego Oprogramowania, który wyrósł na bazie hakerskich wartości, można potraktować jako prekursora pewnego rodzaju przewrotu, buntu. Nic w tym dziwnego, że w epoce informatycznej, w której nowe technologie mają kluczowe znaczenie, to właśnie teksty informatyczne- jak pisze Edwin Bendyk- przejęły rolę tekstów rewolucyjnych5. Ciekawy jest również fakt, że wodzami tej rewolucji są najwspanialsze osobistości programistycznego świata, które mogły przecież świadomie skupić się jedynie na zysku, a nie na walce o wolność słowa i kodu.
Walka nie jest jeszcze skończona i pomysły korporacji wciąż mają na celu, jeśli nie walkę z nowymi sposobami licencjonowania własności intelektualnej, to przynajmniej wydłużanie w nieskończoność praw autorskich do posiadanych przez nie zasobów, aby nigdy nie trafiły do obiegu. Gdyby tak się stało, korporacje pozbawiłyby się zysków, a dzisiejszy świat rentierów, jak twierdzi Berry, uległby likwidacji i korporacje straciłyby ogromne wpływy. Na rzadkich i trudno dostępnych dobrach najłatwiej przecież zarobić. Aby można było tworzyć nową wiedzę, musi istnieć możliwość swobodnej wymiany idei. Jeśli tej wymiany nie będzie, grozi nam kulturowa stagnacja ponieważ brak sfery publicznej, w której różne wytwory kultury byłyby dostępne, oznaczałby koniec wolności.6
3. Elektroniczny ruch o(d)poru edukacyjnego
Czy dostęp do wolnych informacji jest możliwy? Nie oszukujmy się, niemożliwe jest „wyrwanie” posiadanej już przez korporacje wiedzy, ani nakłonienie ich do rezygnacji z restrykcyjnego prawa autorskiego. Ale możliwe są alternatywy, które pozwalają na dzielenie się wbrew głównym korporacyjnym trendom, funkcjonujące w tej samej sieci internetowej i pozwalające na wiele więcej. Już dziś możliwe jest korzystanie z wolnych informacji i rezygnacja z treści zamkniętych, ponieważ coraz więcej ludzi rozumie potrzebę dzielenia się z innymi owocami swojej pracy. I nie jest to tylko altruistyczne działanie. Dzielenie się wiedzą przynosi korzyść zarówno obdarowanym, jak i obdarowującym, dając nadzieję na rewanż obdarowanych i korzyść w postaci ulepszenia podarowanego innym wytworu. Można określić tę działalność jako kulturę edukacyjnego daru. Ale jeśli informacja ma być wolna albo częściowo uwolniona z obszaru restrykcyjnego prawa autorskiego, nie może się jedynie opierać na wolnych licencjach. Istotne jest, aby systemy rozpowszechniania treści, programy, które umożliwiają publikację również były wolne. A do tego niezbędne jest, aby były to programy publikowane również na wolnych licencjach. Zatem skuteczny o(d)pór przeciwko ograniczaniu kreatywności nowych mediów polegałby na oparciu treści na wolnych licencjach publikowania i ich rozpowszechnianiu przy użyciu wolnych programów. Byłaby to alternatywa, która sprzeciwiałaby się korporacyjnym zamiarom zawładnięcia wiedzą i zmuszeniu nas do opłat za dostęp do niej, ale również uwalniałaby nas od konieczności zakupu oprogramowania od korporacji i uderzałaby w nie ze zdwojoną siłą.
3.1 O(d)pór- przeciwko czemu?
Uważam, że możliwe jest określenie i opisanie grupy ludzi, których łączą pewne wspólne wartości, skupionych wokół internetu, przekonanych o jego wolnościowej naturze, biorących aktywny udział w procesie jego kształtowania wbrew trendom do ograniczania możliwości tego medium. Możliwe jest również wskazanie wartości, na których opiera się opisywany bunt. Obszar, przeciwko któremu buntuje się tzw. elektroniczny o(d)pór edukacyjny charakteryzują następujące cechy:7
- Próba zamknięcia przepływu idei poprzez wydłużanie okresu obowiązywania prawa autorskiego, a zatem zablokowanie poszerzania zasobów domeny publicznej.
- Próba komercjalizacji internetu i wszelkich treści w nim dostępnych.
- Próba ustanowienia zamkniętego oprogramowania standardem dla komputerów podłączonych do internetowej sieci, a przez to pacyfikacja zwolenników wolnego oprogramowania i pośrednio zwolenników wolności słowa i wolnej kultury.
- Próba narzucenia konsumpcyjnego stylu życia i zabicie idei współpracy i dzielenia się wiedzą na rzecz jednostki, która posłusznie będzie płacić za podsuwane jej coraz to nowe wytwory, które można skonsumować.
- Ograniczenie aktywności obywatelskiej członków społeczeństwa i skierowanie ich zainteresowania na indywidualne pseudo-potrzeby
Przeciwko opisanej powyżej rzeczywistości buntuje się ogromna rzesza ludzi powiązanych ze sobą luźno, przeważnie przez znajomości z sieci internetowej. Przedstawiona charakterystyka kontestowanego obszaru może się pozornie wydawać niewłaściwa i niezwiązana z kreatywnymi możliwościami nowych mediów. Jednak możliwość kreatywnego użytkowania mediów jest ściśle uzależnione od dostępu do informacji (stąd postulat bezpłatności treści), możliwości ich przetwarzania (stąd postulat rezygnacji z prawa autorskiego lub modyfikacji tego prawa), a także aktywności obywateli, którzy chcą wymieniać się swoimi wytworami oraz uczestniczyć w życiu społecznym za pośrednictwem sieci informacyjnej i reagować na przypadki ograniczania i dławienia ich wolności. Ruch ten wpisuje się we współczesną krytykę alterglobalizacyjną, a właściwie stanowi jej internetowe ramię. Trzeba zaznaczyć, że nie wszyscy zbuntowani internauci przeciwstawiają się wszelkim przedstawionym powyżej obszarom. Niektórzy skupiają się na wolności oprogramowania, inni na wolności przepływu idei niezwiązanych z kodem programistycznym, jeszcze inni na wolnym dostępie do materiałów edukacyjnych, albo na tworzeniu ogólnodostępnych przestrzeni edukacyjnych w internecie lub krytyce globalizacji i neoliberalizmu albo promowaniu aktywności obywatelskiej i politycznej. Nie wynika to absolutnie z ograniczonej wiedzy, ale z osobistych przekonań użytkowników sieci, a także ze świadomości, że sieciowa współpraca pozwala na skupianie się na konkretnym wycinku rzeczywistości w ramach szerszego, globalnego ruchu krytyki współczesnego świata. W ten sposób powstaje sieć rezystencji, oparta na różnorodnych węzłach, połączonych ze sobą płynnie w różnorodnych konfiguracjach. Taka wielość tematyczna węzłów, które wzajemnie do siebie odwołują i niejednokrotnie same nie mają jednorodnego charakteru tematycznego, stanowi siłę owej sieci, która jest w stanie reagować z podobną mocą zarówno na ograniczenia w zakresie dostępu do informacji, ich przetwarzania i ograniczania aktywności obywatelskiej i innych. Tak skonstruowana pajęczyna połączeń, stworzona z lekkich nici powiązań internetowych, pozornie łatwych do przerwania, okazuje się trwałym materiałem i środkiem komunikacji umożliwiającym mobilizację ogromnej ludzkiej energii, rozproszonej po całym świecie, która nie mogłaby się w takiej mocy zebrać, opierając na innych środkach komunikacji.
Zatem opisywany bunt opiera się na oporze i emancypacji, jest buntem przeciw standardom elit, którym zależy na zachowaniu status quo i osiągnięcie celu m.in. przez edukację (rozumianą tutaj m.in. jako przekaz określonych pakietów informacyjnych i ograniczenie dostępu do innych), która wg Melosika i Szkudlarka ma dyscyplinować masy po to, by godziły się z obecną rzeczywistością.8 Elektroniczny o(d)pór edukacyjny jest zatem rodzajem “kontrpedagogiki”- pedagogiki dla zmiany, która nie odrzuca wychowania w ogóle, ale odrzuca sposoby, które pozwalają na wpajanie jednego określonego światopoglądu- rozumianego zarówno jako jeden spójny światopogląd, ale również jako pozornie wielobarwny światopogląd współczesnego konsumenta- poprzez dozowanie specyficznie dobranych informacji i ograniczanie dostępu do niektórych treści w innych obszarach tematycznych. Oczywiście takie określenie edukacji nawiązuje w pewnym stopniu do antypedagogicznych założeń, ale być może jedynie z racji zawłaszczenia terminu. Przedrostek “kontr”, co prawda równoważny “anty” nie kojarzy mi się z zupełnym odrzuceniem, ale z przeciwnym systemem wartości, który co prawda prezentuje również antypedagogika, ale do której nie odwołuję się bezpośrednio. Odwołań można by również szukać w pedagogice emancypacyjnej, ale w tym przypadku transformatywnym intelektualistą mógłby być każdy, kto publikuje w internecie, przetwarza istniejące tam zasoby i wymienia się wiedzą, a nie tylko nauczyciel nastawiony na działalność w klasie i szkole. Przypominałoby to bardziej działalność misyjną wśród nieznanych, obcych ludzi, których nakłania się do przejścia na własną wiarę, ale bez przymusu wysłuchania. Przedrostek “kontr” sugerowałby nie tylko opieranie się atakom ze strony przeciwników, ale zdolność do samoorganizacji, samookreślenia w opozycji do wroga. Nie tylko przez stawianie oporu, który ma prowadzić do jak najdłuższego zachowania własnej tożsamości i swojego terytorium, ale również do ataków odpierających, do wprowadzania rzeczywistych zmian, określanych przez Joannę Rutkowiak jako odpór edukacyjny9. Przedstawienie słowa “o(d)pór” w tytule tekstu, z zastosowaniem nawiasu, sugeruje dwojakość tego terminu w opisanym kontekście. Należy rozumieć ten termin dwuznacznie, w związku z brakiem jednolitości opisywanego buntu, jego wieloaspektowości i wielotematyczności. Jednocześnie w obrębie tego samego ruchu zachodzą działania polegające na stawianiu oporu, co sugerowałoby działania obronne, ale w tym samym czasie na innych polach podejmowana jest walka ofensywna, poprzez uwalnianie kolejnych treści, pozyskiwanie wsparcia instytucji. I chociaż niektóre z węzłów tematycznych bądź instytucjonalnych tej walki mogą upadać, sieciowy sposób rozprzestrzeniania idei może powodować powstawanie innych, jeszcze bardziej aktywnych. Przykładem może być działalność Creative Commons, której licencje prawne rozpowszechniły się przez sieć połączonych ze sobą weblogów.
Przyjmując, że opisywany o(d)pór jest internetową częścią globalnego ruchu, który nie zgadza się z zastaną rzeczywistością, można posłużyć się słowami Naomi Klein: “Antykorporacyjni aktywiści mogą więc zarzucić własną pajęczą sieć, by za jej pomocą wychwytywać i wymieniać informacje na temat warunków pracy, wycieków chemicznych, okrucieństwa wobec zwierząt i nieetycznych praktyk marketingowych na całym świecie. Z czasem nabrałam przekonania, iż właśnie dzięki tej globalnej sieci połączeń zdołamy w końcu znaleźć możliwe do przyjęcia rozwiązania dla naszej sprzedanej planety”.10 Dzięki tej sieci można się również uczyć. Uczenie się w ten sposób to nie tylko przetwarzanie informacji i wbudowywanie we własne struktury wiedzy, to również uczenie się pewnego sposobu postępowania- współpracy z innymi ludźmi i dzielenia się tym, co posiadam.
3.2 Przykłady inicjatyw na rzecz wolności wiedzy i kreatywności
Wikipedia
“Wyobraź sobie świat, w którym każda osoba na naszej planecie ma dostęp do sumy ludzkiej wiedzy. Do tego właśnie dążymy”. To hasło Fundacji Wikimedia, która sprawuje opiekę m.in. nad Wikipedią- Wolną Encyklopedią, ale również nad innymi projektami opartymi na podobnej zasadzie. Być może hasło to brzmi utopijnie, zwłaszcza w kontekście kolejnego grodzenia dóbr wspólnych, co obecnie zachodzi w internecie. Fundacja jednak działa, a Wikipedia jest najlepszym przykładem rozwoju wolnej kultury, czyli takiej, jak mówi Lessig, w której treści są dostępne i które możemy wykorzystywać na różne sposoby. Wikipedia nie tylko jest darmowa, co już jest bardzo istotne, ale jest również wolna, tzn. opublikowano jej treść na zasadach licencji GNU FDL. Było to niezbędne, ponieważ inaczej prawo autorskie skutecznie zablokowałoby tę inicjatywę. GNU FDL pozwala wszystkim na modyfikację treści, pod warunkiem, że utwór pochodny będzie opublikowany na tej samej licencji. Wikimedia nie tylko wspiera wolną kulturę opierając się na licencji GNU FDL, ale również oprogramowanie do prowadzenia encyklopedii jest oparte na licencji GNU GPL. A na wszystkich komputerach zainstalowane jest wyłącznie wolne oprogramowanie. Można więc powiedzieć, że jest to jeden z flagowych okrętów GNU, projektu stworzonego z myślą o oprogramowaniu, który rozlał się na inne obszary kultury.
Open Course Ware
To zbiór akademickich kursów jednej z najlepszych uczelni technicznych świata- Massachusets Institute of Technology. Zgromadzono tutaj już około tysiąca kursów, do których dołączone są syllabusy, opisy wymagań stawianych studentom, lista niezbędnej literatury, hiperłącza do sieciowych zasobów o danej tematyce, które poleca autor kursu, a także przykłady prac studenckich wykonanych na zajęciach. Niektóre kursy są wzbogacone o materiały wideo i audio. Najciekawsza jest możliwość darmowego wykorzystania kursów w każdym zakątku świata podczas zajęć, a także modyfikacja ich dla potrzeb własnych lub prowadzonego kursu.
Creative Commons
To amerykańska organizacja, która sprzeciwia się prawu autorskiemu pod hasłem “wszelkie prawa zastrzeżone” i stara się o bardziej elastyczne jego traktowanie. Udostępnienie praw odbiorcy zależy od autora utworu, który ma możliwość wyboru licencji publikowania treści, zezwalającej użytkownikom na więcej niż prawo autorskie. Licencje są mniej lub bardziej restrykcyjne i określić je można mianem “pewne prawa zastrzeżone”, co jest pewnym kompromisem pomiędzy restrykcyjnym prawem autorskim, które domyślnie odmawia odbiorcom praw do swobodnego wykorzystania utworu a domeną publiczną, gdzie utwory domyślnie są traktowane jako publiczna własność.
Open Access
To określenie czasopism naukowych, recenzowanych i redagowanych, które są dostępne w internecie za darmo zarówno dla zwykłych użytkowników, jak i dla instytucji. Użytkownicy mają prawo ściągać artykuły z internetu, kopiować, rozpowszechniać, drukować artykuły bez żadnych opłat. To doskonała alternatywa dla płatnych i zamkniętych czasopism subskrybowanych przez uniwersytety.
GNU/ Linux
Jest to komputerowy system operacyjny tworzony przez wolontariuszy z całego świata, a także przez firmy komercyjne na zasadzie Open Source. Zgodnie z zasadami licencji GNU GPL może być sprzedawany, ale jego kod źródłowy musi pozostać dostępny, a także już po zakupie może być przekształcany i instalowany na dowolnej liczbie maszyn, bez ograniczeń. Większość dystrybucji tego systemu jest za darmo dostępnych w internecie, istnieją również tysiące programów komputerowych opublikowanych na tej samej zasadzie, które można wykorzystać na tej platformie systemowej.
Wolne podręczniki
To polska inicjatywa mająca na celu zbiorowe stworzenie podręczników przez nauczycieli, przy wsparciu technologii wiki i opublikowanie ich na licencji GNU FDL. Książki nie tylko będą wolne, ale udostępnione za darmo w internecie, a wersje drukowane będą tańsze od pozostałych podręczników.
4. Podsumowanie
Niektóre sieciowe miejsca są zamykane, zarówno komercyjnie, jak i ze względu na traktowanie wiedzy i informacji jako prywatnej własności. Sama natura sieci internetowej udowadnia, że informacje nie należą do nikogo i że można je dowolnie przekształcać i tak naprawdę są to tylko znaki różnych sztucznych języków, a język nie jest przecież niczyją własnością i nikt nie może mieć monopolu na jego wykorzystanie. Zarazem internet wciąż nie zezwala na wykorzystanie pełni nowych możliwości przekształcania i remiksu, które tak naprawdę są tylko nawiązaniem do oralnej epoki przekazywania treści, kiedy monopol na przekazywane informacje był niemożliwy, a i samo pojęcie autora nie istniało- wiedza funkcjonowała jako wspólna własność.
Chociaż niemożliwe jest dzisiaj uwolnienie wszystkich informacji, internet, dzięki swojej strukturze, pozwala na tworzenie alternatywnych sieci komunikacyjnych . Sieci powiązań pomiędzy zwolennikami wspólnych poglądów, idei, osób, które chcą uwolnienia informacji i edukacyjnej współpracy. Powstaje alternatywna sieć wymiany edukacyjnej. To forma sprzeciwu wobec dominujących tendencji w światowej polityce, ekonomii i edukacji, które chcą zdusić aktualną rzeczywistą możliwość współdzielenia i współtworzenia wiedzy na skalę globalną i poddać ją kontroli i możliwości ograniczenia do wybranych użytkowników, którzy gorliwie realizują założenia turbokapitalistycznych i neoliberalnych ideałów. Alternatywne sieci stają się miejscem o(d)poru i przykładem współpracy, której owoce są widoczne i namacalne, jako wolne źródła informacji, system operacyjny GNU/ Linux i tysiące innych programów komputerowych, a także wzrost aktywności obywatelskiej społeczeństwa. To alternatywa dla „wyścigu szczurów” i edukacji, która zaczyna opierać się na prześciganiu i eliminacji przeciwników nie tylko przez bycie lepszym, ponieważ sama idea współzawodnictwa nie jest zła, ale przez działanie na szkodę rywali i oparcie edukacji na gromadzeniu dokumentów, które mają poświadczać wiedzę i umiejętności. Dzisiejsza szkoła, chociaż podnosi ideały uczenia się przez całe życie, tak naprawdę realizuje ideał uczenia się od-do, uczenia się wycinkowego, ukończenia kolejnego roku szkolnego, kursu i szkolenia. Daje to pozór osiągnięcia kolejnego stopnia wtajemniczenia w wiedzę, sugerując możliwość pełnego opanowania danej dziedziny. To paradoksalne, ponieważ przyczynianie się do fragmentarycznego uczenie można by zarzucić przecież internetowemu hipertekstowi, który składa się głównie z krótkich informacji, jakie trzeba dopiero złożyć w jedną całość. We współczesnej szkole zapomina się prawie zupełnie o uczeniu się jak się uczyć. Jest to o tyle dziwne, że dzieje się w świecie, w którym technologie pozwalają na nieustanne kształcenie. Pomija się zupełnie czynnik, jakim są zainteresowania i wspólne dążenie do wiedzy i realizacji różnych projektów.
1Liang, L. (2004). A guide to open content licenses. Rotterdam: Piet Zwart Institute.
2Berry, D. M. (2005). Rzecz wspólna- idea. Lampa. Literatura, muzyka, sztuka, 2 (11).
3Berry, 2005.
4Berry, 2005.
5Bendyk, E. (2004). Antymatrix. Człowiek w labiryncie sieci. Warszawa: Wydawnictwo W.A.B.
6Berry, 2005.
7Tych samych cech używam do opisu alternatywy edukacyjnej opartej na internetowym hipertekście. Użycie ich w tym miejscu jest uzasadnione, ponieważ opisywany przeze mnie ruch nie tylko skupia się na oporze czy też odporze edukacyjnym przeciwko wyszczególnionym kwestiom, ale również kształtuje i oferuje alternatywne możliwości edukacyjne.
8Melosik, Z., Szkudlarek, T. (1998). Kultura-tożsamość-edukacja. Migotanie znaczeń. Kraków: Impuls.
9 Rutkowiak, J. (2005). Neoliberalizm jako kulturowy kontekst kształtowania się tożsamości współczesnego nauczyciela (ku problematyce oporu i odporu edukacyjnego). Gdańsk: maszynopis.
10 Klein, N. (2004). No logo. Świat literacki.

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.<!–
–>
Anarchizm według Chomsky’ego
sierpień 20, 2007
“Nie ma stałych “zasad anarchistycznych”, jakiegoś wolnościowego katechizmu, któremu trzeba składać przysięgę. Anarchizm, a przynajmniej ja go tak rozumiem, jest ruchem myśli i działań ludzkich mających na celu rozpoznanie struktur władzy i dominacji, żądanie od nich, by przedstawiły uzasadnienie swojego istnienia i w razie gdyby nie potrafiły tego przekonująca uczynić (a tak jest zazwyczaj), usiłowanie pzrekroczenia ich.
Anarchizm jako myśl wolnościowa, wcale się nie “zawalił”, ma się całkiem nieźle. Jest u źródła wielu rzeczywistych postępowych zmian. Wiele form opresji i dominacji, kiedyś słabo rozpoznanych i jeszcze słabiej zwalczanych, dzisiaj jest już niedopuszczalnych. To jest sukces, ktok naprzód dla całej ludzkości, a nie porażka”.
<!–
–>